niedziela, 16 czerwca 2013
Miłość nie wygasa... cz 1
'' Szłam sobie spokojnie ulicą, z łzami w oczach. Przed chwilą dowiedziałam się o śmierci mojej przyjaciółki. Teraz wiem że większość mojego życia legła w gruzach. Miałyśmy tyle wspólnych planów. Tyle sekretów, tyle przeżyć. Moje marzenia związane z nią prysły w jednej sekundzie. Dlaczego ona!? Jest tyle ludzi na świecie i akurat Bóg wybrał ją. Ukucnęłam pod ścianą jednego z budynków, skuliłam się i zaczęłam płakać. Normalnie czułam jak łzy lecą mi po policzkach strumieniami. Ocknęłam się dopiero gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosłam delikatnie głowę i zobaczyłam przed sobą chłopaka.
- Witaj - odezwał się nad zwyczajniej w świecie, ale gdy wypowiedział te słowa mogłam usłyszeć najwspanialszy głos jaki dotychczas słyszałam. Taki czysty i melodyjny. Spojrzałam na niego i zobaczyłam że ten głos należy do blondyna z grzywką opadającą na czoło i brązowymi oczami. Ubrany w zwykłą białą koszulkę o czarne rurki.
- Hej - odpowiedziałam nie śmiało- Kim jesteś?
Wyciągnął w moją stronę rękę lecz ją szybko odepchnęłam. Spojrzałam na niego przerażonymi oczami.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię - powiedział
- Nikt nie chce mi jej zrobić, a wystarczy spojrzeć dookoła. Tyle ludzi mnie krzywdzi! - wydarłam się na nie winnego chłopaka, ale nie mogłam już tłumić w sobie tego.
- Uwierz mi, ja nic ci nie zrobię - powiedział łagodnie mimo tego ja na niego naskoczyłam - Chcę ci pomóc.
Teraz ponownie wyciągnął rękę w moją stronę lecz tym razem jej nie odtrąciłam, a przyjęłam.
- Jak chcesz mi pomóc. Dla mnie już nie ma ratunku - wykrzyczałam mu prosto w twarz i ponownie zaniosłam się płaczem.
- Maju,nie płacz. Masz szesnaście lat i całe życie przed sobą. Musisz być silna - powiedział
- Skąd znasz moje imię - zapytałam, teraz już spokojniej. Nie mam już siły żeby krzyczeć.- Jakim cudem- szeptałam- Widzę cię pierwszy raz, a ty wiesz o mnie...
- Nie widzisz mnie pierwszy raz - powiedział - I na pewno nie ostatni. A teraz daj sobie pomóc... "
Obudziłam się w strasznym stanie. Oczy podpuchnięte od łez. Nie chodzi tylko o to że śniło mi się że moja przyjaciółka nie żyje, ale ten sen... On był jakiś dziwny, inny. No ale co ja poradzę, nie będę pisać sama snów... Wstałam, wyciągnęłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Gdy zakładałam już bluzkę usłyszałam krzyk mamy z dołu
- Maju, my wychodzimy! - i trzask drzwiami. No niestety w bajce nie żyję, choć mam zawsze to co chcę, oprócz rodziców. Oczywiści mam ich ale nie odczuwam tego. Gdy byłam mała wychowywały mnie niańki, które rodzice zatrudniali. Z nimi widywałam się tylko na jakiś imprezach, świętach itp.
Dokończyłam ubieranie i zeszłam na dół do kuchni by zrobić sobie śniadanie do szkoły. Wyciągnęłam wszystko co był mi potrzebne i zaczęłam robić sobie kanapki. Gdy skończyłam wrzuciłam je do torby i udałam się w stronę domu mojej przyjaciółki Wiki.
Gdy znalazłam się już pod jej domem, zadzwoniłam i czekałam aż ktoś mi otworzy. Usłyszałam że ktoś idzie w stronę drzwi i po chwili stanęła w nich Wiki z torbą przewieszoną przez ramię.
- Hej, idziemy - zapytałam witając się z nią całusem w policzek'
- Idziemy - powiedziała i ruszyłyśmy w stronę szkoły,która była zaledwie 5 minut od domu Wiki więc szybko znalazłyśmy się w szkole.
- Co mamy pierwsze? - zapytałam gdy zostawiłyśmy kurtki w szatni
- Matematykę - powiedziała - Niestety
- Yhhh... Super - Matematykę z naszą panią po prostu kochałam. Ciągle się o coś mnie czepiała, nie dużo brakuje by się zaczęła pytać jaki mam kolor majtek i powiedzieć że jest nie właściwy .
Ruszyłyśmy w kierunku sali matematycznej
-Wchodzimy czy czekamy na .... - gdy chciała powiedzieć rozległ się dzwonek - wchodzimy - powiedziała
Od razu skierowałam sie do swojej ławki znajdującej się na samym końcu pod ścianą, co mi bardzo odpowiadało, ale nie mogłam niestety gadać wtedy z Wiki. Usiadłam, oparłam sie o ścianę i postanowiłam tak siedzieć do końca lekcji, bo jest wygodnie.
- Dzień Dobry - powiedziała nauczycielka wchodząc do klasy, nawet jej nie odpowiedziałam bo po co. Mój wzrok przykuł kto inny, wchodzący od razu za nauczycielką. Przyjrzała się z uwagą jego twarzy. Nie wierzę.- Słuchajcie! - krzyknęła nauczycielka bo w klasie zrobił się już niezły szum - To jest Daniel, od dzisiaj będzie z wami chodzić do klasy - oznajmiła a ja nadal patrzałam na niego z szokiem. To nie możliwe, to nie mógł być on... - Danielu usiądź proszę obok Maji. Od razu ruszyłw moim kierunku. Zmierzyłam go wzrokiem
- Super - mruknęłam gdy usiadł obok mnie. Wtedy zauważyłam że się pochyla
- Też się cieszę że cię widzę. - powiedział z rozbawionym tonem, choc nie wiedziałąm co gobtak śmieszy. Przez całą lekcję próbowałam się przyjrzeć Danielowi, ale nie zbyt mi to wychodziło bo jego wzrok był ciągle skierowany w moją stronę. Na całe szczęście lekcja szybko minęła, a ja równo z dzwonkiem wyszłam z klasy a zaraz za mną Wiki.
- Maja zaczekaj! - zawołała mnie i się zatrzymałam na chwilę by mnie dogoniła - Co się stało?
- Co teraz mamy? - zapytałam by nie drążyła już tamtego tematu.
- Ja mam niemiecki, a ty masz angielski.- szkoda ze nie mamy razem no ale cóż.
Super, czyli kolejna luźna lekcja, tylko się modić by Daniel też nie miał angielskiego bo inaczej znowu będę musiała z nm siedzieć. - To ja lece, babka od niemieckiego strasznie nie lubi jak ktoś się spóźnia - powiedziałą i zniknęła a ja poszłam w stronę klasy do angielskiego i równo z dzwonkiem weszłam do klasy, gdzie już większość była. Gdy chciałam już położyć plecak na krześle wolnym ktoś na nim usiadł. Daniel
- Mogę? - zapytał a ja tylko kiwnęłam że tak
Gdy nauczyciel wszedł do klasy wyciągnęłam mó szkicownik i zaczęłam rysować. Nie spoglądała zbytnio na kartkę po prostu tworzyłam to co wyjdzie. Po chwili poczułam oddech na szyi
- Ładne oczy? - spojrzałam na niego zdzwiona a on kiwnęł na kartkę - Gdzieć już je chyba widziałem...
- Witaj - odezwał się nad zwyczajniej w świecie, ale gdy wypowiedział te słowa mogłam usłyszeć najwspanialszy głos jaki dotychczas słyszałam. Taki czysty i melodyjny. Spojrzałam na niego i zobaczyłam że ten głos należy do blondyna z grzywką opadającą na czoło i brązowymi oczami. Ubrany w zwykłą białą koszulkę o czarne rurki.
- Hej - odpowiedziałam nie śmiało- Kim jesteś?
Wyciągnął w moją stronę rękę lecz ją szybko odepchnęłam. Spojrzałam na niego przerażonymi oczami.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię - powiedział
- Nikt nie chce mi jej zrobić, a wystarczy spojrzeć dookoła. Tyle ludzi mnie krzywdzi! - wydarłam się na nie winnego chłopaka, ale nie mogłam już tłumić w sobie tego.
- Uwierz mi, ja nic ci nie zrobię - powiedział łagodnie mimo tego ja na niego naskoczyłam - Chcę ci pomóc.
Teraz ponownie wyciągnął rękę w moją stronę lecz tym razem jej nie odtrąciłam, a przyjęłam.
- Jak chcesz mi pomóc. Dla mnie już nie ma ratunku - wykrzyczałam mu prosto w twarz i ponownie zaniosłam się płaczem.
- Maju,nie płacz. Masz szesnaście lat i całe życie przed sobą. Musisz być silna - powiedział
- Skąd znasz moje imię - zapytałam, teraz już spokojniej. Nie mam już siły żeby krzyczeć.- Jakim cudem- szeptałam- Widzę cię pierwszy raz, a ty wiesz o mnie...
- Nie widzisz mnie pierwszy raz - powiedział - I na pewno nie ostatni. A teraz daj sobie pomóc... "
Obudziłam się w strasznym stanie. Oczy podpuchnięte od łez. Nie chodzi tylko o to że śniło mi się że moja przyjaciółka nie żyje, ale ten sen... On był jakiś dziwny, inny. No ale co ja poradzę, nie będę pisać sama snów... Wstałam, wyciągnęłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Gdy zakładałam już bluzkę usłyszałam krzyk mamy z dołu
- Maju, my wychodzimy! - i trzask drzwiami. No niestety w bajce nie żyję, choć mam zawsze to co chcę, oprócz rodziców. Oczywiści mam ich ale nie odczuwam tego. Gdy byłam mała wychowywały mnie niańki, które rodzice zatrudniali. Z nimi widywałam się tylko na jakiś imprezach, świętach itp.
Dokończyłam ubieranie i zeszłam na dół do kuchni by zrobić sobie śniadanie do szkoły. Wyciągnęłam wszystko co był mi potrzebne i zaczęłam robić sobie kanapki. Gdy skończyłam wrzuciłam je do torby i udałam się w stronę domu mojej przyjaciółki Wiki.
Gdy znalazłam się już pod jej domem, zadzwoniłam i czekałam aż ktoś mi otworzy. Usłyszałam że ktoś idzie w stronę drzwi i po chwili stanęła w nich Wiki z torbą przewieszoną przez ramię.
- Hej, idziemy - zapytałam witając się z nią całusem w policzek'
- Idziemy - powiedziała i ruszyłyśmy w stronę szkoły,która była zaledwie 5 minut od domu Wiki więc szybko znalazłyśmy się w szkole.
- Co mamy pierwsze? - zapytałam gdy zostawiłyśmy kurtki w szatni
- Matematykę - powiedziała - Niestety
- Yhhh... Super - Matematykę z naszą panią po prostu kochałam. Ciągle się o coś mnie czepiała, nie dużo brakuje by się zaczęła pytać jaki mam kolor majtek i powiedzieć że jest nie właściwy .
Ruszyłyśmy w kierunku sali matematycznej
-Wchodzimy czy czekamy na .... - gdy chciała powiedzieć rozległ się dzwonek - wchodzimy - powiedziała
Od razu skierowałam sie do swojej ławki znajdującej się na samym końcu pod ścianą, co mi bardzo odpowiadało, ale nie mogłam niestety gadać wtedy z Wiki. Usiadłam, oparłam sie o ścianę i postanowiłam tak siedzieć do końca lekcji, bo jest wygodnie.
- Dzień Dobry - powiedziała nauczycielka wchodząc do klasy, nawet jej nie odpowiedziałam bo po co. Mój wzrok przykuł kto inny, wchodzący od razu za nauczycielką. Przyjrzała się z uwagą jego twarzy. Nie wierzę.- Słuchajcie! - krzyknęła nauczycielka bo w klasie zrobił się już niezły szum - To jest Daniel, od dzisiaj będzie z wami chodzić do klasy - oznajmiła a ja nadal patrzałam na niego z szokiem. To nie możliwe, to nie mógł być on... - Danielu usiądź proszę obok Maji. Od razu ruszyłw moim kierunku. Zmierzyłam go wzrokiem
- Super - mruknęłam gdy usiadł obok mnie. Wtedy zauważyłam że się pochyla
- Też się cieszę że cię widzę. - powiedział z rozbawionym tonem, choc nie wiedziałąm co gobtak śmieszy. Przez całą lekcję próbowałam się przyjrzeć Danielowi, ale nie zbyt mi to wychodziło bo jego wzrok był ciągle skierowany w moją stronę. Na całe szczęście lekcja szybko minęła, a ja równo z dzwonkiem wyszłam z klasy a zaraz za mną Wiki.
- Maja zaczekaj! - zawołała mnie i się zatrzymałam na chwilę by mnie dogoniła - Co się stało?
- Co teraz mamy? - zapytałam by nie drążyła już tamtego tematu.
- Ja mam niemiecki, a ty masz angielski.- szkoda ze nie mamy razem no ale cóż.
Super, czyli kolejna luźna lekcja, tylko się modić by Daniel też nie miał angielskiego bo inaczej znowu będę musiała z nm siedzieć. - To ja lece, babka od niemieckiego strasznie nie lubi jak ktoś się spóźnia - powiedziałą i zniknęła a ja poszłam w stronę klasy do angielskiego i równo z dzwonkiem weszłam do klasy, gdzie już większość była. Gdy chciałam już położyć plecak na krześle wolnym ktoś na nim usiadł. Daniel
- Mogę? - zapytał a ja tylko kiwnęłam że tak
Gdy nauczyciel wszedł do klasy wyciągnęłam mó szkicownik i zaczęłam rysować. Nie spoglądała zbytnio na kartkę po prostu tworzyłam to co wyjdzie. Po chwili poczułam oddech na szyi
- Ładne oczy? - spojrzałam na niego zdzwiona a on kiwnęł na kartkę - Gdzieć już je chyba widziałem...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz